Wnętrza luksusowych willi lat 30. na przykładzie czterech warszawskich realizacji – Adrian Sobieszczański

0
6132

Autor: Adrian Sobieszczański

W okresie dwudziestolecia międzywojennego zmianom uległ sposób postrzegania mieszkań. Nie oznacza to bynajmniej, że z dnia na dzień wnętrza zmieniły swój wygląd, niemniej rozpoczął się pewien proces, którego celem miało być zapewnienie komfortowej i przyjaznej przestrzeni mieszkalnej. Niebagatelną rolę w tym procesie odgrywała prasa fachowa, na łamach której zamieszczano manifesty i postulaty architektów. Ich celem było kształtowanie gustów epoki. Za wzory stawiano realizacje twórców francuskich, niemieckich czy holenderskich.

Kredens projektu Andrzeja Stypińskiego
Komplet mebli do jadalni, proj. Marian Sigmund

Architekci wnętrz dążyli do rezygnacji z przeładowania lokali meblami, dywanami, kotarami. Wolną przestrzeń miało wypełniać świeże powietrze i światło słoneczne. Epoka ciemnych i dusznych wnętrz mieszkalnych mijała bezpowrotnie, a ponure i nieprzyjazne pomieszczenia, żywcem wyjęte z mieszczańskiej XIX-wiecznej kamienicy, powoli ustępowały przestrzeniom funkcjonalnym. Nowoczesne i luksusowe wnętrza najwcześniej zaczęły powstawać w nowo wznoszonych warszawskich kamienicach czynszowych i prywatnych domach, których mieszkańcami byli przedstawiciele warstwy uprzywilejowanej.

Ważnym pomieszczeniem każdego mieszkania była jadalnia. Specjalna przestrzeń służąca wspólnemu spożywaniu posiłków była częścią domów bogatych i synonimem luksusu. Jednak już w latach 20. w Europie zauważano, że można jadać w pokoju dziennym, tzw. living roomie. Uważano, że pomieszczenie do spożywania posiłków powinna cechować prostota. Postulowano gładkie ściany, a ciężkie kredensy o monstrualnych gzymsach i attykach zastępowano witrynami o przeszklonych frontach, umożliwiających ekspozycję szkieł, porcelany czy bibelotów.

Krzesła o kształtach jak zapożyczonych z sal tronowych ustępowały miejsca tym z metalu, ciężkie i rozłożyste stoły zastępowano lekkimi stolikami o gładkich blatach, pozwalających na szybkie czyszczenie. Inspiracją dla polskich architektów były realizacje zachodnioeuropejskie, np. jadalnie, które zaprojektowali Le Corbusier czy Serge Chermayeff. Realizacje ówczesnych estetycznych postulatów odnajdujemy w projekcie kredensu do jadalni Andrzeja Stypińskiego czy garniturze mebli jadalnianych Mariana Sigmunda.

Bardzo nowocześnie prezentowała się jadalnia w jednej z najlepszych realizacji willowych lat 30. w Warszawie – willi Łepkowskich przy ul. Francuskiej 2.

Jadalnia w willi Łepkowskich przy ul. Francuskiej 2 („Wnętrze”, nr 11, 1933)

Józef Łepkowski był dyrektorem przedsiębiorstwa Auto-Service, będącego dealerem chevroletów na polski rynek. Willa projektu Lucjana Korngolda i Piotra Michała Lubińskiego powstała w latach 1933-1934. Podłoga jadalni została wyłożona parkietem wykonanym przez warszawską firmę Alfa. Centralne miejsce zajął okrągły stół, polerowany na wysoki połysk, uzupełniony o cztery krzesła obite skórą. Wzdłuż ścian po obu stronach pomieszczenia ustawiono niskie bufety wyprodukowane przez Zakłady Stolarskie St. Niederberger i M. Pluciński. Kinkiety zamieszczone nad bufetami pochodziły z renomowanej warszawskiej firmy Antoniego Marciniaka. W holu na pierwszym piętrze zaaranżowano nowoczesny salon, którego najważniejszym elementem był marmurowy kominek. Ciemny marmur na tle jasnej ściany dawał rewelacyjny efekt! Obok kominka stanęły dwa fotele i mały stolik. Pomieszczenie to uważano za jedną z najlepszych ówczesnych realizacji.

Hol na pierwszym piętrze willi Łepkowskich przy ul. Francuskiej 2 („Wnętrze”, nr 11, 1933)

Przedpokój willi został urządzony skromnie, stały w nim tylko gięte meble – fotele „uszaki” i mały stolik – oraz proste lustro. Efekt nowoczesności wzmacniały bulaje w drzwiach. Na pierwsze piętro prowadziły marmurowe schody o poręczy w geometrycznych formach. Podłoga holu parteru została wyłożona płytkami wyprodukowanymi przez firmę Dziewulski i Lange, ściany pokryto szlachetnym tynkiem. Efektownie prezentowało się też wnętrze gabinetu.

Kominek na pierwszym piętrze willi Łepkowskich przy ul. Francuskiej 2 („Wnętrze”, nr 11, 1933)

Pomieszczenie to z jednej strony miało umożliwiać komfortową pracę, zapewniać ciszę i spokój, z drugiej – być przygotowane na przyjmowanie interesantów. Musiało zatem spełniać funkcję zarówno przestrzeni kameralnej, jak i oficjalnej i reprezentacyjnej. Najłatwiej taki efekt można było osiągnąć poprzez ustawienie odpowiednich mebli. W latach 30. w mniejszych mieszkaniach zalecano wydzielanie na gabinet fragmentu pokoju dziennego, w większych – przeznaczanie na ten cel niewielkiego pokoju. W gabinecie willi Łepkowskich stanęły biurko z fotelem i niewysoka szafa gabinetowa. Meble, podobnie jak w innych pomieszczeniach, dostarczyła firma Niederbergera i Plucińskiego. Wnętrzom willi zarzucano jednak pewnego rodzaju powtarzalność, a Kazimierz Proszyński w tekście opublikowanym w czasopiśmie „Wnętrze” w 1933 r. zauważał, że zastosowanie polerowanych powierzchni mebli jest niczym powrót do baroku mieszczańskiego, tyle że w uproszczonej, modernistycznej formie.

Willa Łepkowskich przy ul. Francuskiej 2, gabinet („Wnętrze”, nr 11, 1933)

Inną luksusową realizacją Lucjana Korngolda, stworzoną z Henrykiem Blumem, była willa przy ul. Chocimskiej 8/10 z lat 1930-1932. Obiekt został wkomponowany w skarpę warszawską, co miało wpływ na jego rozplanowanie. Od strony ulicy Chocimskiej zrealizowano niski parter, zaś od strony wschodniej, czyli od ogrodu – parter wysoki, stanowiący jednocześnie pierwsze piętro. Niski parter mieścił toaletę, dwa służbowe pokoje oraz pomieszczenia gospodarcze i garaż. Na parterze wysokim mieściła się część reprezentacyjna z pokojem stołowym, pokojem muzycznym, biblioteką oraz garderobą z szatnią. Na pierwszym piętrze znalazły się sypialnie, pokój służbowy, garderoba i dwie duże łazienki. Ściany wewnątrz willi wyłożono rzymskim trawertynem, zaś podłogi w holu, schody i parapety wykonano z marmuru. Ciekawym elementem wnętrza były zakończone faliście balustrady schodów. Na balustradach tych ustawiono książki i bibeloty. Obok stanęły dwa fotele, a na postumencie umieszczono figurę świętego.

Salon radiowy projektu Piotra Lubińskiego („Architektura i Budownictwo”, nr 3, 1936)

W luksusowych wnętrzach chętnie stosowano ceramikę dekoracyjną, a poza standaryzowanymi elementami sięgano po przedmioty unikatowe, wprowadzane na rynek przez małe warsztaty ceramiczne. Jednym z najciekawszych pomieszczeń w willi przy ul. Chocimskiej 8/10 był ponoć pokój muzyczny. Niestety, nie zachowały się jego fotografie. Z opisów wiemy, że podłoga była wyciszona specjalną izolacją akustyczną. Tego, jak pokój muzyczny wyglądał, możemy domyślać się, patrząc na podobną realizację Piotra Lubińskiego. Prezentowany na załączonej tu fotografii z czasopisma „Architektura i Budownictwo” z 1936 r. „salon radiowy” mógł z powodzeniem znaleźć się na Chocimskiej.

Architekt stworzył pomieszczenie ultranowoczesne. Wystrój stanowiły meble tapicerowane oraz modne meble z rur giętych. Dopełnieniem wystroju był prosty zgeometryzowany bufet i zamontowane nad nim lustro.

Kuchnia w willi przy ul. Chocimskiej 8/10 („Arkady”, nr 4, 1936)

Dom wyposażono w nowoczesną kuchnię. Wrażenie sterylności potęgowała biała glazura ścian, na posadzce ułożono biało-czerwoną terakotę. W nowoczesnej kuchni zwracano uwagę na usytuowanie poszczególnych elementów wyposażenia. Do kuchenki miał być łatwy, nieograniczony dostęp, zmywaki miały sąsiadować ze stołem na naczynia bądź suszarkami, które umożliwiały oszczędzanie ścierek przy wycieraniu. W najbliższym sąsiedztwie starano się ustawiać szafki na szkło i porcelanę. W nowocześnie urządzonej kuchni miało nie być rzeczy zbędnych. Wszelkie rondle i patelnie poza czasem używania powinny być schowane. Blaty stołów kuchennych wykonywano z drewna brzozowego bądź obijano blachą. Zmywaki były fajansowe, o obszernych komorach, albo żeliwno-emaliowane. W najnowocześniejszych kuchniach instalowano windy do transportu potraw, pozwalające na sprawne przekazywanie ich z kuchni do jadalni. Pomieszczenia kuchenne oświetlano żyrandolami w postaci mlecznych kul bądź sufitowymi żarówkami z kloszem hermetycznym. Kuchnia w willi przy Chocimskiej została wyposażona w meble wbudowane w ścianę. Charakterystycznym ich elementem były czarne wstawki i białe fronty.

Wnętrze willi Zagayskiego na Henrykowie, hol z kominkiem („Arkady”, nr 7, 1935)

Badacze tematu zwracają uwagę na fakt, że w większości nowoczesnych i luksusowych realizacji układ wnętrz był funkcjonalny, ale jednocześnie… tradycyjny. Nowoczesność wnętrz kreowano za pośrednictwem mebli o nowatorskich kształtach oraz poprzez stosowanie luksusowych materiałów wykończeniowych. W okresie II RP wiele domów własnych urządzano jednak także meblami zabytkowymi.

Wnętrze willi Zagayskiego na Henrykowie („Arkady”, nr 7, 1935)

Przykładem takiej realizacji jest willa Mieczysława Zagayskiego przy ulicy Malczewskiego na Henrykowie projektu Mieczysława Kotarbińskiego oraz Aleksandra Kodelskiego z lat 1934-1935. Modernistyczna willa z tarasami niczym pokłady transatlantyku, skąpana w zieleni ogrodu, uchodziła za jedną z najlepszych warszawskich realizacji tego czasu. Wnętrza były nowoczesne, a jednocześnie zaaranżowane z użyciem „antycznych” mebli – dawało to wrażenie luksusu, komfortu i wygody. Ściany holu wyłożono orzechową boazerią. Centralny punkt holu stanowił jasny kominek z umieszczonym nad nim lustrem, obok ustawiono dwa wygodne fotele. Belkowany strop stanowił oprawę dla ustawionych w holu masywnych mebli gdańskich. Wnętrze domu przypominało muzeum, ale nie muzeum martwe, jakie znamy z XIX-wiecznych wnętrz, lecz „żyjące” i funkcjonalne. Zestawienia nowoczesnych form z zabytkowymi meblami stosowane były także przez europejskich architektów. Przykładem – wnętrze willi w Garches projektu Le Corbusiera.

Wprowadzenie mebli dawnych do nowoczesnych wnętrz było cechą charakterystyczną jeszcze jednej warszawskiej realizacji z lat 30. – zaliczanej do luksusowego nurtu willi przy ulicy Klonowej. Dom projektu Bohdana Pniewskiego powstał dla prawnika Stanisława Urbanowicza i inż. Leszka Muszyńskiego. Realizacja, jak wszystkie projekty Pniewskiego, została opracowana bardzo indywidualnie, w celu sprostania wymaganiom zamawiających. Wnętrze domu rozwiązano niebanalnie. Na niskim parterze umieszczono kancelarię adwokacką z poczekalnią, gabinet oraz archiwum. Za pomocą podwieszanych schodów przechodziło się z przedpokoju na wysokie reprezentacyjne pierwsze piętro. Najciekawszymi pomieszczeniami kondygnacji były jadalnia i salon. Architekt wykorzystał w nich okładziny z „marmurów” (wapieni) Dębnik, Barwinek i Racławice.

Interesującym zabiegiem było wykreowanie z chętnie stosowanego przez architekta alabastru ścianki pomiędzy salonem a jadalnią; prześwit w ścianie między tymi pomieszczeniami można było w każdej chwili zasłonić za pomocą na co dzień podczepionej kotary. W salonie zaaranżowano różnicę poziomów, wykorzystując ją do stworzenia na podeście gabinetu z niskim regałem na książki pod pasowym oknem oraz biedermeierowskim biurkiem.

Jadalnia w mieszkaniu Urbanowiczów przy ul. Klonowej 6/8 („Arkady”, nr 1, 1936)
Schody i kominek w mieszkaniu Urbanowiczów przy ul. Klonowej 6/8 („Architektura i Budownictwo”, nr 2, 1937)

Przy schodach umieszczono marmurowy kominek, którego front został wyłożony holenderskimi płytkami. Obok ustawiono krzesło nawiązujące do ludowych wzorów. Na przedwojennej fotografii widać, że jadalnia została urządzona meblami w stylu biedermeier. Po obu stronach witryny służącej do prezentacji porcelany zawieszono niewielkie oprawione ryciny oraz stylowe kinkiety. Środek akcentował stół z krzesłami.

Do elementów nowoczesnego domu należały luksusowe pokoje kąpielowe. W latach 30. na wyposażenie łazienki składały się wanna, bidet, angielski klozet i umywalka. Ściany wykładano glazurą w kolorach białym, kremowym bądź jasnozielonym. Wanny w łazienkach warszawskich były najczęściej kwasoodporne i pochodziły z Odlewni Żelaza i Emalierni Kamienna Jana Witwickiego w Skarżysku-Kamiennej. Montowano je w charakterystyczny sposób – dno wanny znajdowało się poniżej poziomu posadzki. Wannę, umieszczoną na środku łazienki, wpuszczoną w posadzkę, można zobaczyć na fotografii łazienki w willi Józefa Łepkowskiego na ul. Francuskiej 2. W takiej wannie zażywa kąpieli Ina Benita w filmie Mieczysława Krawicza z 1935 r. Dwie Joasie. Wanny obmurowywano i okładano glazurą. Na ścianach glazurę kładziono do wysokości 2 m. Ciekawym elementem wystroju łazienki były małe umywalki do mycia zębów, zwane spluwaczkami.

Łazienka w willi Łepkowskich przy ul. Francuskiej 2 („Arkady”, nr 8, 1935)
Glazura z Zakładów Ceramicznych Józefów w Czeladzi w łazience Hotelu Patria w Krynicy (fot. Adrian Sobieszczański)

Ponad dużymi umywalkami montowano szklane półki na przybory toaletowe. Koszt urządzenia łazienki był sporym wydatkiem. Umywalka z armaturą stanowiła wydatek rzędu 144 zł, wanna z armaturą – 493 zł, piec gazowy kosztował 479 zł, podgrzewacz gazowy – 24 zł, cena szklanej półki wynosiła 17 zł, zaś cena bidetu – 122 zł. Jedna z ciekawszych łazienek z tego okresu znajdowała się we wspomnianej willi przy Chocimskiej.

W głównej łazience na piętrze oprócz zwykłej wanny zamontowano specjalne urządzenie do hydropatii, składające się z czterech pryszniców o różnych wylotach wody. W łazience znalazły się bidet, podwójna umywalka oraz klozet. Zamiast klasycznego rezerwuaru wody, czyli popularnej spłuczki, zamontowano flushometer – armaturowy separator wody, oparty na wbudowanym uchwycie do spłukiwania toalet bezzbiornikowych. Dzisiaj takie urządzenie stosowane jest w pisuarach. Flushometer po raz pierwszy został użyty przez Williama Elvisa Sloana, a producentem była firma Sloan Valve Company.

Łazienka na pierwszym piętrze willi przy ul. Chocimskiej 8/10 („Arkady”, nr 4, 1935)

W przedwojennych łazienkach umywalki ustawiano na postumentach. Luksusowe wersje umywalek miały dwie komory. Stosowano też specjalne armatury umożliwiające mycie włosów przy umywalkach.

Plakat Zakładów Ceramicznych Józefów w Czeladzi

Do znaczących producentów akcesoriów ceramiczno-sanitarnych należały Zakłady Ceramiczne Józefów z Czeladzi, których charakterystyczny znak firmowy przedstawiał niedźwiedzia polarnego na postumencie. Firma Józefów dostarczała też glazurę.

Tabliczka Zakładów Ceramicznych Józefów w Czeladzi w łazience hotelu Patria w Krynicy (fot. Adrian Sobieszczański)

Już pobieżne przejrzenie katalogu przedsiębiorstwa informuje o możliwościach produkcyjnych firmy. Analiza zachowanych w kraju realizacji pokazuje, na jak wysokim poziomie stała produkcja oraz jak dobry był warsztat glazurników.

Innym producentem umywalek klozetów i bidetów była Fabryka Wyrobów Fajansowych Abrama (Abrahama) Mojżesza Rottenberga z Radomia.

Fragment katalogu Zakładów Józefów w Czeladzi (Śląska Biblioteka Cyfrowa)

Do wykładania posadzek używano często płytek przedsiębiorstwa Dziewulski i Lange. Stosowano płytki kwadratowe, tzw. iryski, oraz popularne gorseciki. Chyba najbardziej znaną łazienką z lat 30. była ta należąca do gwiazdy filmowej Jadwigi Smosarskiej w jej mokotowskiej willi. Pomieszczenie z 1935 r. zostało zaprojektowane przez Edwarda Seydenbeuthla.

Na ścianach ułożono glazurę z Józefowa, a terakota to produkt firmy Dziewulski i Lange. Wanna pochodziła z odlewni Kamienna Józefa Witwickiego. Najlepszym materiałem na armatury był praktyczny chromonikiel lub – niestety wymagająca starannego czyszczenia – miedź.

Łazienka w Salonie Demonstracyjnym Elektrowni Warszawskiej („Architektura i Budownictwo”, nr 7, 1937)

Łazienka w willi Jadwigi Smosarskiej na Mokotowie („Arkady”, nr 4, 1935)

Do suszenia ręczników używano specjalnych kaloryferów-wieszaków, włączanych w obwód centralnego ogrzewania. Popularnym producentem armatur była Fabryka Armatur Łagiewniki Kraków. Jej wyroby były nie tylko trwałe, lecz także miały wzornictwo na europejskim poziomie. Dobrze zaprojektowana łazienka była ozdobą domu i jego wizytówką, a przy tym stanowiła popis możliwości architekta.

Autor:
Adrian Sobieszczański

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj